Region. Krzysztof Łukowicz: „Ludzie z PiS-u nie rozumieją życia poza ławami poselskimi…”

Region. Krzysztof Łukowicz: „Ludzie z PiS-u nie rozumieją życia poza ławami poselskimi…”

Z Krzysztofem Łukowiczem z partii „Strajk Przedsiębiorców”, wspierającym otwieranie zamkniętych przez rządowe restrykcje działalności, takich jak kartuski „Pretekst”, między innymi o zaplanowanych na ten weekend spotkaniach partyjnych w Kartuzach, rozmawiał Andrzej Baranowski.

Andrzej Baranowski: „Strajk Przedsiębiorców” to organizacja, będąca na pierwszej linii frontu walki z absurdalnymi rządowymi restrykcjami, związanymi z zamykaniem gospodarki. Jaki jest cel tej walki i jakich efektów Pan oczekuje?

Krzysztof Łukowicz: „Strajk Przedsiębiorców” to zarówno związek przedsiębiorców, jak też fundacja, stowarzyszenie oraz partia polityczna. Na początku byliśmy tylko zrzeszeniem przedsiębiorców, ale szybko okazało się, że niestety bez wejścia w tę brudną politykę nie jesteśmy w stanie niczego zmienić. Jedynie „wchodząc w buty” polityków jesteśmy w stanie wymusić na nich jakieś decyzje lub sami być sprawcami decyzji. Poszliśmy więc w tym kierunku, aby spróbować dostać się do Sejmu, mając za sobą dużą rzeszę i wsparcie przedsiębiorców. W naszym programie mamy również postulaty, skierowane do pracowników, którzy również tłumnie nas popierają. Chcemy oderwać „od koryta” tych ludzi, którzy teraz rządzą. To te same osoby, „zawodowi” politycy, którzy nie są tam po to, żeby zrobić cokolwiek dla Polaków. Ich nadrzędnym celem jest to, jak utrzymać się „przy korycie” i co zrobić, aby w następnej kadencji również otrzymać mandat. Tych ludzi trzeba wyrzucić, jeżeli chcemy cokolwiek w Polsce zmienić.

A.B.: Na przestrzeni minionego roku rząd wprowadził cały szereg różnego rodzaju obostrzeń, przez które wiele firm musiało się zamknąć. Zasłynął Pan z tego, że podjął Pan walkę z tym procederem. Jakie to były działania?

K.Ł.: Uruchomiliśmy akcję „#otwieraMY”, gdzie pomagamy przedsiębiorcom otwierać ich lokale w różny sposób, szukając tak naprawdę wyjść w rozporządzeniu, którymi możemy podążać. Abstrahując już od tego, że rządowe rozporządzenia dotyczące zamykania gospodarki są nielegalne, to są one przygotowywane przez ludzi, którzy nigdy w życiu nie pracowali. Nie mają pojęcia o tym, co robią, nie mają pojęcia ani o logice, ani o tworzeniu prawa. Trafili jednak teraz na ciężkich przeciwników, przedsiębiorców, którzy przez całe życie bombardowani są przepisami z różnych stron i nauczyli się z tym żyć. Pomagamy innym przedsiębiorcom żyć z tymi obostrzeniami i zawsze znajdujemy jakieś wyjście, wokół którego możemy działać i pracować. Tak samo jak Jacek Kurski znalazł wyjście, żeby zrobić „sylwester marzeń”, tak i my zawsze znajdujemy jakiś sposób, aby zgodnie z prawem otwierać te działalności. Aktualnie mamy na koncie 79 pozytywnych dla nas wyroków, odrzucających kary dla przedsiębiorców. Nakłaniamy do w pełni legalnego działania. Próbujemy otwierać gospodarkę, jest już kilkadziesiąt tysięcy różnego typu lokali, otwartych w całej Polsce. Dla przykładu kluby już od 413 dni nie mogą pracować, a ich właścicieli nie zwolniono z podatków i innych opłat. To gigantyczne kwoty miesięcznie, z których nikt nas nie zwolnił, a jednoczenie zabroniono nam działać. Nie mamy jednak innej możliwości, musimy pracować, bo inaczej cały nasz dorobek legnie w gruzach.

A.B.: Prowadzenie działalności gospodarczej jest jak najbardziej zgodne z prawem, więc nikomu nie można tego zabronić. Mimo to, co pokazuje przykład kartuskiego „Pretekstu”, przedsiębiorcy, którzy otwierają swoje firmy borykają się z kontrolami, czy to sanepidu, czy też policji. Co Pan o tym sądzi?

K.Ł.: To działanie, które charakteryzuje wszystkie autorytaryzmy, jakie były na świecie. Zawsze opierały się one na strachu. Jeżeli nie da się zmusić przedsiębiorcy legalnymi sposobami, aby przestał pracować, to korzysta się z różnego rodzaju służb. Sam byłem atakowany przez służbę celną, staż pożarną czy policję. W znaczącej większości ludzie nas kontrolujący zdają sobie sprawę z tego, że takie działania są nielegalne. Robią je wówczas tylko na pokaż, żeby potem wysłać statystki do Warszawy, żeby pokazać, że takie kontrole się odbyły. Wówczas „Jarosław” jest szczęśliwy, że dostał statystyki ze zmasowanych kontroli.  Na pewno ten proceder będzie jeszcze trochę trwał. Z tego co się dowiedzieliśmy, kolejnym krokiem ma być zastraszanie klientów, bowiem rządzący zauważyli, że przedsiębiorcy coraz częściej otwierają swoje firmy i nie dają się zastraszyć. Przypuszczam, że będzie miało to taki sam efekt. Polacy są dość walecznym narodem. Należy pamiętać, że to nie my, a oni działają nielegalnie zamykając nas.

A.B.: Mimo tego, iż oczywiste jest to, że gospodarka cierpi przez działania obecnego rządu, spora część mediów, zarówno krajowych, jak również lokalnych, obiera narrację, związaną z ciągłym „spamowaniem” społeczeństwa statystykami, dotyczącymi między innymi liczby nowych zachorowań czy zgonów. Otwierających się przedsiębiorców zaś przedstawia się często jako tych, którzy wychodzą przed szereg. Jak Pan sądzi, z czego to wynika?

K.Ł.: Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, jednak moim zdaniem jest to po prostu czysty biznes. Duże media zarabiają na oglądalności czy „kliknięciach”. Tak naprawdę sami sobie wybieramy artykuły, którymi jesteśmy atakowani. Jeżeli klikamy w artykuły o koronawirusie, śmiertelności czy innych statystykach, to dzięki nam one będą tymi najbardziej poczytnymi. Media po prostu pokazują „suche” dane, z których w istocie wynika tak naprawdę niewiele. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Mógłbym długo opowiadać na ten temat, na przykład o kodowaniach chorób, które się zmieniło oraz o tajemniczym „zniknięciu” grypy w marcu 2020 roku.

A.B.: Lokale gastronomiczne są obecnie zamknięte jeżeli chodzi o przyjmowanie klientów. Osobiście wielokrotnie byłem jednak świadkiem sytuacji, w której ludzie kupując jedzenie w restauracji spożywają je albo w samochodzie albo na parkingu lub ławce obok lokalu. Wygląda to tak, jakby ktoś, kto wymyślił restrykcje związane z gastronomią, nie miał za gorsz wyobraźni. Co Pan o tym sądzi?

K.Ł.: W tych wszystkich obostrzeniach absurd goni absurd. Nie muszę chyba wspominać o słynnym zakazie wchodzenia do lasów, chociaż wymienić można wiele innych przykładów. Nie dotyczą one oczywiście kościołów. Brakuje w tym jakiejkolwiek logiki. Hotel sejmowy może być otwarty, tak samo jak chociażby pociągowy „Wars”. Ludzie się śmieją, że to dlatego, że pociąg jedzie za szybko i wirus go nie dogania. Rząd już dawno temu pogubił się w tym wszystkim. Przykładem tego niech będzie słynne powiedzenie ministra zdrowia, że restauracje muszą być zamknięte, gdyż jest tam słaba wentylacja. Funkcjonujemy obecnie w kraju absurdów, jednak musimy z tym walczyć. Stąd też między innymi powstał „Strajk Przedsiębiorców”.

A.B.: Czytając jeden z ostatnich wywiadów Jarosława Kaczyńskiego w Gazecie Polskiej odniosłem wrażenie, że nie ma drugiego tak oderwanego od rzeczywistości polityka. Zgadza się Pan z tym?

K.Ł.: Zgadza się. Jako drugiemu człowiekowi nie życzę mu źle, natomiast jest to osoba, która nigdy nie prowadziła firmy, nie ma dzieci, nie chodzi do kin, restauracji czy tym podobnych miejsc. Co więc ten człowiek może wiedzieć o życiu? Rządzący powinni być ludźmi doświadczonymi przez życie, mającymi bardzo szerokie horyzonty, którzy wiele już widzieli. Jarosława Kaczyńskiego w ogólnie nie powinno być w polityce. Wydaje mi się, że cały PiS ma pewien pogląd „prawdziwego Polaka”.  Jest to ktoś, kto przez 5 dni w tygodniu chodzi do pracy na 8 godzin, w sobotę otwiera piwko, spędza czas na działce z dziećmi, a wieczorem ogląda mecz lub skoki narciarskie. Wszystkie „rzeczy” zaś, takie jak kina, muzea, teatry czy restauracje, to zło, napływ z zachodu. Oni w etosie „prawdziwego Polaka” tego nie widzą, więc w ogóle się tym nie przejmują. To ludzie, którzy nie widzą ani nie rozumieją życia poza ławami poselskimi, stąd wynika problem, dotyczący nierozumienia przez nich społeczeństwa. Ci ludzie nie mają takich problemów, z jakimi my się borykamy. Ich spotkania partyjne nie są kontrolowane przez policję czy sanepid. Kiedy natomiast my organizujemy spotkanie przedstawicieli „Strajku Przedsiębiorców” to od razu pojawia się tam policja. Ostatnio w Rybniku skonfiskowano nam 1500 deklaracji przystąpienia do partii, których nie chcą oddać. Przypomina to wszystko PRL, wypytywano ludzi o ich poglądy polityczne, o czym rozmawia się na spotkaniach partii lub co sądzą o władzy.  To odzwierciedlenie najgorszych czasów minionego systemu.

A.B.: Nie ma chyba drugiej takiej partii, jak Prawo i Sprawiedliwość, która zrzeszałaby tylu – nie bójmy się użyć tego słowa – fanatyków, prawda?

K.Ł.: Widzę w tym wszystkim spore podobieństwo do totalitaryzmów, jakie się niegdyś tworzyły w Europie. Jarosław Kaczyński przypomina mi pod tym względem Hitlera bądź Mussoliniego. To również byli ludzie, z których się wyśmiewano, którzy byli aspołeczni w swoim zachowaniu. Mimo to potrafili oni zgromadzić wokół siebie liczną grupę fanatyków, a dzięki temu zbudować partię. Podczas ostatniego strajku w Warszawie policja powiedziała nam wprost, że „nie interesuje ich prawo, tylko rozkazy”. Ci policjanci czuli się tam nadludźmi, śmiali się nam w twarz. Zabiera się ludziom wolność kawałek po kawałku. PiS stosuje też świetny mechanizm „dokręcania śruby”. Dokręcają tę śrubę poprzez nakładanie kolejnych obostrzeń, a później ją luzują, przez co ludzie są zadowoleni. Kolejno znowu ją dokręcają jeszcze bardziej. To wszystko zmierza w jednym kierunku. Dokładnie ten sam mechanizm stosowały totalitaryzmy. Jeżeli szybko się nie obudzimy to nagle okaże się, że żyjemy w totalitarnym kraju. Wówczas może być już za późno i nie obejdzie się bez przysłowiowego „Janka Wiśniewskiego”.

A.B.: Co powiedziałby Pan wszystkim tym restauratorom, którzy podobnie jak właściciele „Pretekstu” chcieliby znaleźć sposób na otwarcie swojej działalności, ale zwyczajnie się boją?

K.Ł.: Po pierwsze, nie ma się czego bać. Prawo jest po naszej stronie. Tak naprawdę nikt tym przedsiębiorcom nic nie jest w stanie zrobić. Kary nakładane przez sanepid właściwie wszystkie zostają umorzone. Jedyne osoby, które zapłaciły tę karę to te, które się nie odwołały. Druga kwestia, jaka pojawia się w rozmowach z przedsiębiorcami, to środki z PFR. Obawiają się, że w razie jakichkolwiek kłopotów te środki trzeba będzie zwrócić, jeśli takowe się dostało. Należy jednak pamiętać, że o tym zdecyduje sąd, a nie Jarosław Kaczyński. Istotne jest jednak to i o tym należy pamiętać, że prowadzenie działalności gospodarczej jest zgodne z prawem, nie ma to nic wspólnego z łamaniem rozporządzeń. Nasze spotkania w „Pretekście” w ten weekend będą w pełni legalne. Nie ma prawa ich przerwać policja czy sanepid. Jeżeliby się pojawili, to będzie to w pełni nielegalne, co potwierdza również rzecznik praw obywatelskich. Byłoby to łamanie podstawowych praw konstytucyjnych i demokracji w państwie.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*