Kartuzy. Tadeusz Moryń: „Radni, jak też włodarze muszą uwierzyć, że mentalność trzeba zmienić…”

Kartuzy. Tadeusz Moryń: „Radni, jak też włodarze muszą uwierzyć, że mentalność trzeba zmienić…”

Z Tadeuszem Moryniem, przewodniczącym Towarzystwa Miłośników Kartuz, między innymi o działaniach organizacji, o sporze na linii radni – burmistrz oraz […]

Z Tadeuszem Moryniem, przewodniczącym Towarzystwa Miłośników Kartuz, między innymi o działaniach organizacji, o sporze na linii radni – burmistrz oraz o chęci współpracy z… radnym Tyberiuszem Krigerem rozmawiał Andrzej Baranowski.

Andrzej Baranowski: Od blisko 6 lat pełni Pan funkcję przewodniczącego Towarzystwa Miłośników Kartuz. Jaki był to czas dla Pana organizacji?

Tadeusz Moryń: Pamiętam, że jak objąłem tę funkcję, idąc ulicą Jeziorną zaczepiali mnie znajomi i pytali: „to co Tadeusz, teraz jesteś miłośnikiem śmierdzących jezior?”, oczywiście z uśmiechem. Poczułem jednak, że jest w tym trochę racji, także od razu zetknąłem się z dość wrażliwym tematem. Społeczeństwo oczekuje działania, organizacji, które będą działać w takich kierunkach. Mogę powiedzieć, że to się spełniło. Prowadziliśmy rozmowy z włodarzami i dziś kartuskie jeziora są oczyszczane. Dla nas jest to duża satysfakcja. Po przewodniczącym śp. Leonie Brylowskim odziedziczyliśmy coś, co kontynuujemy, a więc dbanie o czystość, ład i porządek. Podobnie jak założyciel naszego Towarzystwa, chcemy żeby to było wizytówką Kartuz. Naszą działalnością w dużym stopniu zainteresowały się również szkoły. Zaangażowaliśmy się dzięki temu w działalność literacką i muszę powiedzieć, że nie wyobrażałem sobie, że można napisać aż tyle wierszy na temat Kartuz. Niektóre są po kaszubsku, niektóre po polsku. Autorami niektórych wierszy są nawet 6-letnie dzieci, ale to chyba mama z tatą pisali (śmiech).

A.B.: Na czym skupiają się te wiersze o Kartuzach? Mówią o konkretnych osobach bądź ulicach?

T.M.: Na pięknie. Na pięknie naszej ziemi, jezior, a także zakonu Kartuzów. Od tego piękna bowiem przeszliśmy do działań, aby miano „stolicy Kaszub” wróciło z Gdańska do Kartuz. Obowiązek spoczął na mnie jako na przewodniczącym Towarzystwa. Mogłem w tej sprawie liczyć zarówno na radnych powiatu, jak też na radnych gminy. Pomogły też organizacje towarzyszące, o wiele starsze od naszej, takie jak Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. Mamy tę satysfakcję, że z materiałów, które dostarczyli nam historycy, można było dosyć łatwo wskazać, że to Kartuzy są stolicą Kaszub. Nie ma na to dokumentów, ale są odczucia Kaszubów, potwierdzone radiową ankietą.

A.B.: Jaka jest rola Towarzystwa Miłośników Kartuz? Jakie podejmują Państwo działania na rzecz miasta?

T.M.: Inspiracją dla nas są działania w zakresie czystości, jakie podejmuje Towarzystwo Miłośników Polanicy. Każdy, kto był w tym mieście wie, jakie ono jest piękne i zadbane. Zachciało więc nam się zadbać o kawałek ziemi w stolicy Kaszub. Porozmawialiśmy z proboszczem kartuskiej kolegiaty Piotrem Krupińskim, który postanowił wesprzeć nasze działania jeśli chodzi o dbanie o park w pobliżu kościoła. Zaczęliśmy tam pielić, kopać, nie sadziliśmy drzew ze względu na fundamenty, o których poinformował nas konserwator zabytków. Kartuskie „jeżyki” rosną właśnie w tym miejscu. W tym roku również mamy plany wobec parku przy kolegiacie. Przywieźliśmy głazy polodowcowe. Nie chcemy, żeby wokół nich rosło zielsko, tylko określona struktura różnych roślin i kwiatów. Sprawę oczywiście wciąż konsultujemy, naszym punktem odniesienia jest właśnie Polanica. Często mówimy: „patrzcie, oni mają lepiej” (śmiech), oczywiście nie z zazdrości, a po koleżeńsku. Zima powoli ustępuje, jednak w dalszym ciągu szkodzi nam epidemia, gdyż uniemożliwia nam gromadzenie się. Mimo to wierzę, że wszystko się uda. Przy tym parku chcemy również realizować rolę edukacyjną. Zaplanowaliśmy, aby powstały tam domki dla ptaków, ponadto pojawiła się propozycja siedliska dla jeży, pod warunkiem oczywiście, że one tam są (śmiech). Młodzież, która nam pomaga, szczególnie ze Szkoły Podstawowej nr 2, żyje tym tematem, a my razem z nimi.

A.B.: Można więc stwierdzić, że Państwa działania stanowią inspirację dla młodego pokolenia, prawda?

T.M.: To prawda, oni nas też inspirują. Dzieci chętnie pomagają, nie nadążamy za nimi jeśli chodzi o pracę z kwiatami (śmiech). To wszystko jest bardzo sympatyczne. Ludzie, którzy wychodzą z kościoła również są pod wrażeniem, że mamy chęci do pracy, deklarują pomoc. Ostatnio kiedy pracowaliśmy dołączyły do nas chyba cztery osoby, które nie są członkami Towarzystwa. Goście z poza Kartuz robią sobie z nami tam zdjęcia, twierdząc, że „u nich nie ma czegoś takiego”, czujemy się z tego powodu bardzo dumni. To było powodem tego, że kartuscy radni podjęli uchwałę, aby nazwać ten park imieniem Towarzystwa Miłośników Kartuz. Czujemy z tego powodu dużą satysfakcję. Zarówno powiat, jak też gmina pomagają nam w różnych sprawach, nawiasem mówiąc nawet w uprzątnięciu tej choinki (śmiech).

A.B.: Jak więc podsumowałby Pan dotychczasową współpracę Towarzystwa Miłośników Kartuz z samorządem oraz radnymi?

T.M.: Ujawniają się tutaj dwie różne sprawy. Wysoko sobie ceniliśmy to, że zauważyli naszą pracę i zdecydowali się podjąć tę uchwałę. Ciężko o tym mówić, ale pewne elementy jednak są wręcz  smutne. Przyszło mi na myśl, nawiązując do sprawy naszej choinki, że rzeczywiście spóźniliśmy się z jej wygaszeniem, w poprzednich latach wykorzystywaliśmy tę choinkę do powieszenia jajek wielkanocnych, dzieci je malowały. Nawet jak choinka nie miała już igieł to mieszkańcy mówili, by dalej stała. Mimo to znalazły się osoby, które nawet po umieszczeniu przez nas tabliczek, miały pretensje że choinka bez igieł stoi. Pytanie jednak, czy ta choinka nie wywołała samoistnego testu na niektórych osobach, a mianowicie jaką kto ma mentalność? To jest smutne. Myślę jednak, że to wszystko jest chwilowe, w związku z czym zapraszamy do współpracy. Zawsze radni powiatu, czy też gminni mówili nam, abyśmy zwracali uwagę na to, co robią. Działało to również w drugą stronę. Nikt nie stronił od krytyki czy uwag.

A.B.: O sprawie choinki poinformował media radny Tyberiusz Kriger. Gdyby zapukał teraz do drzwi i zaproponował Panu współpracę, to co Pan na to?

T.M.: Wczoraj radny Kriger otrzymał od nas pismo w tym kontekście, a mianowicie że zapraszamy go do naszego Towarzystwa, jeśli tylko chciały zostać jego członkiem. Nie widzimy w tym nic złego, dlatego że być może są to chwilowe emocje, w każdym z nas może się to pojawić. Jeżeli potem zostaje wyrażone to ciepło, to nie pozostaje nic innego, jak tylko się uściskać. Uważam, że Pan Tyberiusz jako radny mógłby nam bardzo pomóc Zawsze możemy mieć różne zdania w pewnych sprawach, wystarczy że to sobie powiemy i dojdziemy do konsensusu.

A.B.: Pewnie zgodzi się Pan z tym, że dobrym bodźcem dla Towarzystwa Miłośników Kartuz byłoby dołączenie do niego młodych, ale jednocześnie dojrzałych ludzi, prawda?

T.M.: Zgadza się, jest nam bardzo miło, kiedy dzieci  młodzież nas rozpoznają. Cieszymy się, że chcą nam pomagać, ale jednocześnie są trochę za młodzi, aby być pełnoprawnymi członkami Towarzystwa. Nasza organizacja chętnie przyjmie ludzi w wieku 30-stu bądź 40-stu lat. Zdajemy jednak sobie sprawę, że ludzie w tym wieku są zapracowani.

A.B.: Mówimy o parku przy kartuskiej kolegiacie, jednak nasuwa się pytanie, co z resztą Kartuz? Mamy na przykład Rynek, mamy okolicę Ławki Asesora, które również są wyjątkowymi miejscami dla mieszkańców miasta. Czy w przyszłości również tam będzie można dostrzec Państwa działania?

T.M.: Mamy możliwość opiniowania różnych projektów. Jesteśmy dyspozycyjni na telefon jeśli chodzi o zaangażowanie w któryś z nich. Nie ukrywam, że jesteśmy zaskoczeni śliskością ulicy Dworcowej, o której ostatnio głośno. Pytałem o tę sprawę kolegę burmistrza, pokazał mi tę płytkę, mówi do mnie: „zobacz, jaka ona jest szorstka, gdy jest sucha”, przyznał że projektant powinien wiedzieć, jak to może wyglądać, i że jest kłopot.  Widziałem jego zmartwienie na twarzy i nie dziwię się, sam idę tam jak na ślizgawce, Pan pewnie też.

A.B.: Jak pamiętamy, Pana poprzednik śp. Leon Brylowski często apelował do samorządu i radnych o zgodę i porozumienie się, kiedy na sesjach Rady Miejskiej dochodziło do kłótni. Jak Państwo jako Towarzystwo Miłośników Kartuz oceniają spór, który jest na linii radni – burmistrz?

T.M.: Myślę, że jest to problem mentalności ludzi. Przykład naszej choinki chociażby pokazał, jaka jest mentalność pewnej osoby. Przekłada to się również na sprawy bardziej poważne. Zarówno radni, jak też włodarze muszą uwierzyć, że tą mentalność trzeba zmienić. Piękny przykład możliwości tej zmiany był wtedy, kiedy udzielano burmistrzowi absolutorium. Wówczas przewodniczący rady Pan Mariusz Treder i burmistrz Mieczysław Gołuński podali sobie ręce. Był to piękny gest, ale szkoda, że na tak krótko. Oby któregoś dnia ten gest oznaczał porozumienie na dłużej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*