Kartuzy. Andrzej Bystron: „Gołuńskiego ludzie wybierają poprzez rozdawanie „Grześków” i uścisk dłoni…”

Kartuzy. Andrzej Bystron: „Gołuńskiego ludzie wybierają poprzez rozdawanie „Grześków” i uścisk dłoni…”

Z Andrzejem Bystronem, radnym Powiatu Kartuskiego, a także byłym radnym kartuskiej Rady Miejskiej, między innymi o tym, jak ocenia pracę […]

Z Andrzejem Bystronem, radnym Powiatu Kartuskiego, a także byłym radnym kartuskiej Rady Miejskiej, między innymi o tym, jak ocenia pracę samorządu Kartuz, rozmawiał Andrzej Baranowski.

Andrzej Baranowski: Jak, jako były członek kartuskiej Rady Miejskiej, jak też radny powiatowy ocenia Pan to, co dzieje się obecnie na linii burmistrz Mieczysław Gołuński – radni Kartuz?

Andrzej Bystron: Problemami, jakie występują w tej sferze, interesowałem się jeszcze przed kadencją 2014-2018. Uważam, że ten konflikt nabrzmiewa z sesji na sesję. Odkąd w Radzie Miejskiej w Kartuzach istnieje klub Prawa i Sprawiedliwości, przedstawiany jest on jako problem polityczny. Wcześniej tak tego nie nazywano, ale mimo to problem istniał. Należałoby sięgnąć pamięcią do okresu sprzed powiedzmy kilkunastu lat. Zawsze jak burmistrzem był Mieczysław Grzegorz Gołuński były problemy w relacjach z radnymi. Podobnie było jak był wiceburmistrzem czy radnym, zawsze wokół jego osoby istniały konflikty. Znam pana burmistrza bodajże od 2003 roku. Uznałem go wówczas za włodarza bardzo zaangażowanego w swoją pracę, natomiast to zaangażowanie w rzeczywistości ma jedynie charakter bardzo wizerunkowy. Merytorycznie zaś nie ma ono większego znaczenia.

Andrzej Baranowski: Rozumiem więc, że według Pana to pan Gołuński jest źródłem zaistniałego konfliktu?

A.B.: W każdej nowej kadencji w kartuskiej Radzie Miejskiej zmieniają się radni. Jak ja byłem radnym to łącznie było chyba 10-ciu nowych członków rady. W obecnej kadencji znów mamy szereg nowych twarzy, a mimo to konflikt z burmistrzem jest nadal. Myślę, że odpowiedź na Pana pytanie nasuwa się w tej sytuacji sama. Jeżeli byłaby wola dyskusji, to pewne tematy najpierw zostałyby przedyskutowane, a dopiero potem trafiały do przestrzeni medialnej. Dzisiaj jednak jest dokładnie na odwrót – najpierw coś trafia do mediów, a dopiero potem się o tym dyskutuje. Podobnie sprawa wygląda jeśli chodzi o uchwały na sesjach Rady Miejskiej. Radni są zaskakiwani pewnymi rzeczami, w związku z czym muszą interweniować w wielu tematach.

Andrzej Baranowski: Radni opozycji często zarzucają burmistrzowi Kartuz że podejmuje decyzje jednoosobowo. Co Pan o tym sądzi?

A.B.: Myślę że to jest właśnie słowo-klucz: „jednoosobowo”. Uważam, że reforma samorządowa, jaka niegdyś nastała, była równoznaczna z odejściem od wizji zarządu w gminach. Kiedy były zarządy burmistrz musiał współpracować z radnymi, słuchać ich i dochodzić do konsensusu. Spójrzmy chociażby na radę powiatu. Jest kilka osób, które decydują o sposobie funkcjonowania samorządu, dzięki czemu ta współpraca przebiega normalnie, kreatywnie, a wszelkie problemy są rozwiązywane wspólnie. Tymczasem kartuski burmistrz, wybierany w wyborach powszechnych, myśli że może wszystko, że jest najważniejszy i pełni rolę „guru” gminy. Miałem okazję w zeszłym roku rozmawiać z jednym z twórców wspomnianej reformy i on sam przyznał, że odejście od wizji zarządu w gminach i miastach było błędem. W latach 2013-2014 krążyła taka propozycja aby starosta również był wybierany w wyborach powszechnych. Na szczęście, nie weszło to w życie bo wówczas starostowie również mogliby potencjalnie stać się zarządcami myślącymi jednoosobowo. Uważam, że wszelkie problemy należy rozwiązywać w konsensusie w zarządzie danej jednostki. Tego brakuje w gminie Kartuzy. Gdyby na przykład funkcjonował zarząd, to taki burmistrz jak pan Gołuński pełniłby tę funkcję najwyżej pół roku.

Andrzej Baranowski: Mimo tego, co Pan mówi, wielu mieszkańców gminy Kartuzy głosuje na pana Gołuńskiego w wyborach samorządowych. Ponownie został burmistrzem Kartuz, a wcześniej, mimo że przegrał wybory, zdobył mandat radnego. Z czego to wynika?

A.B.: Myślę, że chodzi o to, że w kontakcie osobistym pan Gołuński jest bardzo sympatycznym człowiekiem. Osobiście miałem z nim dużo do czynienia, zarówno na wyjeździe do Brukseli czy do Chin, i mogę powiedzieć, że w kontaktach bezpośrednich przyjemnie się z nim rozmawia. Pod względem kultury osobistej czy budowania relacji pan Gołuński może zyskiwać sympatię. Niestety, ludzie w ten sposób wybierają w wyborach. Wybierają poprzez uścisk dłoni, poprzez rozdawanie „Grześków”, jednak ma to niewiele wspólnego z głosowaniem na niego jako merytorycznego kandydata w wyborach.

Andrzej Baranowski: Jakiego burmistrza Pana zdaniem potrzebuje gmina Kartuzy? Jaką powinien mieć osobowość?

A.B.: Powinien to być menadżer, człowiek który zna się na biznesie. Nie może być tak, że nasze inwestycje cenowo odbiegają od tego, co dzieje się w otoczeniu. Porównajmy sobie chociażby metr bieżący chodnika w Stężycy, Somoninie, a w Kartuzach. U nas wszystko jest strasznie drogie. Ponadto jest wiele przykładów inwestycji wykonanych źle lub niedokładnie. Mamy chociażby przykład stadionu kartuskiego. Pan Andrzej Pryczkowski cały czas mówił o tym, że ten stadion inaczej powinien zostać zaprojektowany. Wiele jest inwestycji, które zostały wykonane w określony sposób, bo Mieczysław Gołuński tego chciał. Uważam jednak, że powinny one być wcześniej przedyskutowane z radą. Słynna „ślizgawka” na deptaku również jest takim tematem. Uczestniczyłem w spotkaniach, na których pokazywane były płytki, jakie teraz są na deptaku. Jak je zobaczyłem, tą półcentymetrową grubość to od razu zapaliła się lampka, że one nie nadają się na deptak, będą śliskie gdy spadnie śnieg lub deszcz. Mówienie, że mieszkańcy mają sobie kupić nowe buty, to drwina. Nie jestem zwolennikiem tego, aby kolejny burmistrz musiał to wszystko wymieniać, ale jakoś z tego tematu będziemy musieli niestety wybrnąć.

Andrzej Baranowski: Powiedział pan, że burmistrz Kartuz powinien być menadżerem, znać się na biznesie. Czy może Pan wskazać konkretne nazwiska takich ludzi, mając na uwadze na przykład tych, którzy już ubiegali się o stanowisko szefa samorządu?

A.B.: Myślę, że jest za wcześnie by mówić o potencjalnych kandydatach na nowego burmistrza, natomiast powinno być ich kilku, tak abyśmy nie musieli wybierać między opcją „A”, a „B”. Niektóre osoby, które ostatnio kandydowały, być może zbyt krótko były związane w jakiś sposób z samorządem, nie zdążyły się wykazać. Mam na myśli pana Mariusza Tredera, z którym znam się osobiście i którego funkcjonowanie obserwuję. Jest człowiekiem, który rozwiązuje problemy, który z każdym potrafi porozmawiać i podejmować trudne decyzje. Tych spraw jest dużo, jednak muszą one być realizowane w konsensusie, a nie jednoosobowo przez samozwańczego „wszechwładcę”. Cieszę się też, że mamy obecnie w samorządach kadencyjność, w związku z czym każdy włodarz jest „wymienialny”.

Andrzej Baranowski: Jak widzi Pan Kartuzy za kilkanaście lat? Jakie będzie to miasto i gmina?

A.B.: W kwestii wizerunku Kartuz już zmieniło się bardzo dużo. Oknem na świat dla mieszkańców stała się PKM-ka, wierzę że kolej będzie się w naszej okolicy rozwijać jeszcze bardziej, mając na uwadze elektryfikację. Mamy coraz starsze społeczeństwo, jednak ważne jest to, aby dbać o ludzi starszych, angażować ich coraz bardziej w życie społeczne. Chciałbym aby szło to w dobrą stronę.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*