Kartuzy. Lidia Plichta: „Nie zawsze udaje mi się zachować spokój…”

Kartuzy. Lidia Plichta: „Nie zawsze udaje mi się zachować spokój…”

Z Lidią Plichtą, radną Rady Miejskiej w Kartuzach, między innymi o tym, jakie inwestycje samorządu ocenia najwyżej oraz o tym, czy zdalne obrady rajców są dobrym pomysłem rozmawiał Andrzej Baranowski.

Andrzej Baranowski: Jak podsumowałaby Pani swoją dotychczasową pracę w Radzie Miejskiej w Kartuzach?

Lidia Plichta: Starałam się i nadal staram wsłuchiwać w potrzeby i problemy mieszkańców naszej gminy. Od początku stoję na stanowisku służebnej roli w stosunku do mieszkańców i ich potrzeb, a jednocześnie zawsze zgodnie z prawem. To dla mnie ważne, by swoimi działaniami i decyzjami nie szkodzić, a wspierać i pomagać. Nie kłócić się, tylko współpracować.

A.B.: Praca radnego akurat w tej gminie nie należy do najłatwiejszych z wiadomych przyczyn. Mimo tego zawsze udaje się Pani zachować spokój na obradach. Skąd w Pani tyle cierpliwości i wytrwałości?

L.P.: Muszę przyznać, że nie zawsze udaje mi się zachować spokój. Bywa, że ulegam emocjom, czego się bardzo wstydzę. Zawsze byłam wierna swoim przekonaniom i wartościom. Każdy ma prawo do swojego zdania, każdemu należy się szacunek. Nie zamierzam patrzeć na ludzi w kategoriach wyznawanych poglądów, polityki, czy choćby odmiennego stanowiska, różnicy zdań. Obiecałam sobie, że nadal tak będzie. Słucham i decyduję zgodnie z sobą, jednocześnie szanując decyzję innych.

A.B.:  Jakie sprawy są dla Pani najistotniejsze jako radnej gminy Kartuzy?

L.P.: Do zadań najważniejszych dla mnie jako radnej należy poprawa warunków życia mieszkańców wsi. Kartuzy są piękne i nadal mają swoje potrzeby. Z całego serca wspieram rozwój miasta, ale to rozwój wsi jest dla mnie najważniejszy. Obecnie drogi, oświetlenie, tereny rekreacyjne, place zabaw dla najmłodszych czy kąpieliska to sprawy istotne dla mnie jako radnej.

A.B.: Czy w Pani ocenie obrady zdalne to dobre rozwiązanie jeżeli chodzi o pracę radnych i samorządu?

L.P.: Obrady zdalne mają swoje zalety i wady. W obecnej sytuacji, a więc w czasie obostrzeń takie rozwiązanie wydaje się słuszne, ma na celu chronić ludzkie zdrowie i życie. Niemniej brak kontaktu, merytorycznych rozmów, nawet tych w kuluarach, powoduje niedomówienia, brak zrozumienia, a nawet częste oskarżenia. Wydaje mi się, że bezpośredni kontakt dawał więcej możliwości pozytywnego rozpatrzenia spraw oraz „cieplejszego” spojrzenia na nie.

A.B.: Które inwestycje kartuskiego samorządu uważa Pani za sztandarowe jeżeli chodzi o obecną, jak też minioną kadencję?

L.P.: Bez wątpienia wymienić mogę budowę węzła integracyjnego w Kartuzach, rewitalizację Kartuz, utworzenie sieci przedszkoli w gminie Kartuzy oraz rekultywację jezior kartuskich. Moje serce najszybciej bije zaś na myśl o sieci przedszkoli w gminie.

A.B.: Co według Pani znaczy stwierdzenie „działać dla dobra gminy”?

L.P.: „Działać dla dobra gminy” dla mnie oznacza służyć mieszkańcom, ale też współpracować dla nich.

A.B.: Jak widzi Pani gminę Kartuzy, jak też swoją miejscowość za kilkanaście lat? Jak bardzo powinny się zmienić?

L.P.: Trudne pytanie. Można je rozpatrywać w kilku aspektach. Ja jednak jestem optymistką i nadal mam nadzieję, że jakość życia mieszkańców ulegnie zdecydowanej poprawie. Widzę drogi, lampy, parki, kąpieliska, a przede wszystkim szczęśliwych ludzi, którzy dostrzegają to, co dobre i piękne. My radni zaś powinniśmy słuchać ludzi, to przede wszystkim. Współpracujmy dla wspólnego dobra.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*