Fotos z filmu "Kamerdyner" fot. Rafał Pijański /nextfilm.pl

„Jô jem Kaszëba” – przedpremierowa recenzja filmu „Kamerdyner” [RECENZJA]

Oficjalnie film „Kamerdyner” na ekranach kin pojawi się 21 września. Naszej redakcji udało się jednak obejrzeć go na jednym z przedpremierowych pokazów. Czy spełnił pokładane w nim nadzieje? Uwaga! W tekście znajdują się spoilery filmu.

Fotos z filmu "Kamerdyner" fot. Rafał Pijański /nextfilm.pl
Fotos z filmu „Kamerdyner” fot. Rafał Pijański /nextfilm.pl

Zdjęcia do filmu rozpoczęły 22 września 2015 roku i trwały blisko 3 lata. Realizowane w pięciu etapach, przedstawiają prawie 50 lat historii Kaszubów, Prusaków oraz Polaków, żyjących obok siebie. Budżet filmu wyniósł ok. 15 mln zł.

Historia ukazana w „Kamerdynerze” nie jest łatwa i czarno-biała. Bohaterowie przeżywają radości i dramaty, w które wierzymy od początku do końca. Był to bardzo oczekiwany film. Nie tylko ze względu na swój rozmach. Miał on przede wszystkim zwrócić Kaszubom należne im miejsce w historii. Jest to pierwsza, prawdziwie kaszubska produkcja pokazująca ich trudną sytuację na początku XX wieku. Kaszubi, często nieuznawani ani za Polaków, ani za Niemców zostali silnie zapomniani w polskiej kinematografii.

Czy film w reżyserii Filipa Bajona udźwignął brzemię pokładanych w nim nadziei i nie spłycił kart kaszubskiej historii?

Czytaj także: Janusz Gajos uczy historii na 100-lecie odzyskania niepodległości. Historia Polski w filmie „Kamerdyner”

„Jô jem Kaszëba”

W czasie edukacji w wielu polskich szkołach, również u nas na Pomorzu, przy omawianiu okresu 1900-1945 często pomija się wątek ziem, gdzie na co dzień przez wiele lat mieszkali Prusacy i Kaszubi. Kwestia tożsamości narodowej tych ostatnich była przez wiele lat poddawana pod wątpliwość. Niejednokrotnie uznawano ich za Niemców, mimo silnego przywiązania Kaszub do odradzającej się Polski.

Reklamy

Tytułowy „Kamerdyner” to kaszubski chłopiec, sierota – Mateusz Kroll. Jako niemowlę zostaje zabrany pod dach pruskiej rodziny szlacheckiej. Tam dorasta z dwójką dzieci państwa Krauss: Kurtem (Marcel Sabat) i Maritą (Marianna Zydek). Zakazane uczucie, które kiełkuje i walczy o przetrwanie pomiędzy młodym Kaszubą a pruską dziedziczką jest ważnym wątkiem filmu, jednak nie głównym. Jest tłem wydarzeń historycznych, które mają wpływ na związek Marity i Matiego.

Fotos z filmu "Kamerdyner" fot. Rafał Pijański /nextfilm.pl
Fotos z filmu „Kamerdyner” fot. Rafał Pijański /nextfilm.pl

W „Kamerdynerze” nie można łatwo osądzać danych zachowań czy historii. Ukazując dziejową zawieruchę na kaszubskich ziemiach, Bajon pokazuje, że nie wszystko można sprowadzić do kwestii politycznych czy ideowych. Ponad nimi są relacje – w związku, rodzinie, społeczności.

Dla mnie, jedną z ważniejszych scen jest spotkanie Bazylego Miotke (Janusz Gajos) i wysokiego rangą urzędnika z Warszawy. W pamięci z pewnością na długo pozostanie również ostatnia scena, gdy Mateusz zapytany o to kim jest, mówi bez zastanowienia „Jestem Kaszubą”.

Kreacje aktorskie

Żaden film nie jest w stanie obronić się dobrym scenariuszem, dobrą muzyką czy pięknymi kadrami, jeśli zawiodą aktorzy. W czasie trwania prac na planie „Kamerdynera” wiele osób pytało, czy Sebastian Fabijański podoła zadaniu, które przed nim postawiono.

Z czystym sumieniem, mogę powiedzieć, że poradził sobie znakomicie. Postać Mateusza Krolla – kaszubskiego chłopca, wychowanego w pruskim domu, zakochanego w szlachciance – jest autentyczna od początku do końca. Widz przeżywa wraz z nim dramat zakazanej miłości. Jednak przede wszystkim wierzy w trudne poszukiwania własnej tożsamości narodowej.

Fotos z filmu "Kamerdyner" fot. Rafał Pijański /nextfilm.pl
Fotos z filmu „Kamerdyner” fot. Rafał Pijański /nextfilm.pl

Świetną partnerką ekranową Fabijańskiego jest Marianna Zydek. Marita von Krauss wypada wiarygodnie i naturalnie. Mimo nieco buntowniczej i pewnej siebie natury, można wyczuć w niej szlachecką krew. Na długo pozostanie ze mną również rola Anny Radwan, czyli Gerdy von Krauss. W imponujący sposób kreuje swoją bohaterkę, którą mimo wielu sytuacji, darzymy sympatią. Tym bardziej dotyka nas zakończenie jej wątku.

Przed obejrzeniem filmu, najwięcej obaw miałam, co do użycia języka kaszubskiego w filmie. Po nieco obiecującym zwiastunie, gdzie mieliśmy pierwszą próbkę umiejętności Janusza Gajosa, wciąż nie byłam przekonana czy to może się udać.

Bazyli Miotke jest Kaszubem z krwi i kości. Choć momentami trudno zrozumieć pojedyncze słowa, jestem pełna podziwu, że udało mu się opanować język kaszubski w takim stopniu. W zachowaniu, postawie i żartach Bazylego odnalazłam ten kaszubski, unikalny charakter. Uwierzyłam w tę postać od pierwszej chwili.

Fotos z filmu "Kamerdyner"
Fotos z filmu „Kamerdyner”

Czytaj też: Eugeniusz Pryczkowski o filmie „Kamerdyner” – „Na dywaniku” [13.09.2018] 

Spójna całość

Jedną z najbardziej wstrząsających i pozostających w pamięci widza sekwencji jest zbrodnia w Piaśnicy. Dotychczas utrzymane w ciepłych barwach kadry filmu, tu całkowicie zmieniają stylistykę. Chłód bijący od tych scen jest wręcz odczuwalny i dotyka widza. Powiększający się stopniowo kadr, ukazujący coraz więcej ciał pomordowanych jest wstrząsający. Jest to moment przełomowy w filmie. W świetny sposób obrazuje śmierć świata, który dotychczas mogliśmy obserwować.

Nie da się obojętnie przejść obok kostiumów, które zostały wykorzystane w „Kamerdynerze”. Mijające dziesięciolecia dostrzegamy nie tylko w pojawiającej się siwiźnie i zmarszczkach bohaterów, ale też w zmieniającej się modzie.

Ktoś kiedyś powiedział, że dobra muzyka filmowa to ta, której w czasie seansu nie dostrzegamy. I tak jest w „Kamerdynerze”. Muzyka nie jest osobną historią, bytem. Ona dopełnia poszczególne sceny. Nigdy nie wybija się naprzód, nie odbiera pierwszeństwa obrazowi. 

Co zostaje po filmie?

Odpowiadając na pytanie zadane na początku recenzji – tak, film Filipa Bajona udźwignął pokładane w nim nadzieje. Nie spłycił, nie sprowadził historii żyjących obok siebie różnych nacji do prościutkiej opowiastki. Jest historią z krwi i kości – zagmatwaną, bez łatwych odpowiedzi, pełną uczuć i trudnych decyzji.

Zdecydowanie polecam seans filmu „Kamerdyner”. Ten film trzeba zobaczyć!

Czytaj także: Dwa tygodnie przed premierą filmu – książka „Kamerdyner”

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*