Ks. B. Lipski: (…) Bóg przychodzi do nas i staje się człowiekiem

Nadchodzący czas Bożego Narodzenia to magiczne dni, pełne rodzinnego ciepła i radości. Czy jednak w dzisiejszych czasach to co w nich najważniejsze, nie umyka nam? O współczesnym świętowaniu i wspomnieniach z dzieciństwa rozmawiamy z księdzem Bogdanem Lipskim, proboszczem parafii pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Stężycy.

boże narodzenie 2018

Czy dzisiejsza rodzina dalej trzyma się świątecznych tradycji? Coraz rzadziej czytany jest fragment Pisma świętego i śpiewane są rodzinne kolędy, wspólnie przy jednym stole…

Mamy spore możliwości by to wszystko przeżywać we właściwy sposób. Jednak nasze przeżywanie zależy od tego, jakich szukamy wartości, na czym się opieramy. Czy wystarczy nam, że będzie choinka, prezenty, zastawiony stół? Czy jednak zwracamy uwagę by nasze święta miały głębię? Ta otoczka jest ważna, potrzebna – ma nam pomóc w głębszym przeżywaniu tajemnicy Bożego Narodzenia.

Sądzę, że w niektórych rodzinach tradycja umiera. Jednak tutaj, na Kaszubach, takie sytuacje są rzadkością. Tradycje są w nas wciąż żywe.

Czy nie jest tak, że coraz częściej zapominamy co jest najważniejsze w tych świętach?

Staramy się mówić i przypominać o tym co jest najważniejsze w przeżywaniu świąt Bożego Narodzenia – nie tylko spotkania, prezenty. Ważne jest uczestnictwo w Eucharystii, by Bóg narodził się również w naszych sercach. Jak pisał Adam Mickiewicz: „Wierzysz, że Chrystus narodził się w Betlejemskim żłobie, Lecz biada ci, jeżeli nie narodził się w tobie. ” Ma on się w nas narodzić poprzez dar Mszy Świętej, wzajemną miłość i życzliwość. Jest okazja do pojednania się – dzielenie się opłatkiem nie ma być tylko gestem, bo tak wypada. Ma to wynikać z potrzeby serca przede wszystkim.

Ile we współczesnych świętach jest prawdziwych Świąt Bożego Narodzenia? Czy to nie już tylko pęd i ładna forma bez treści?

Na pewno dziś możemy zaobserwować większe zabieganie, pęd. Przedtem również troszczono się o to przygotowanie, jednak dostrzegalne były mniejsze wymagania. Dziś poprzeczkę potrzeb i wymagań stawia się wyżej. Wszystko jest potrzebne. Wiąże się to ze stresem, zabieganiem i brakiem czasu – często na to co jest najważniejsze.

Dobrym sposobem na zwolnienie i refleksję nad adwentem – czasem oczekiwania – wydają się być roraty…

W naszej parafii w codziennych mszach św. porannych uczestniczy bardzo dużo dzieci i dorosłych. Młodzież bierze w nich udział na tyle ile może pogodzić je z dojazdami do szkół. Jest to bardzo żywe przeżywanie – dzieci przychodzą do kościoła z lampionami. Również prosimy dorosłych by przynosili ze sobą jakieś światełko.

Przeżywanie rorat przybiera również u nas formę materialną – istnieje możliwość złożenia darów. Do kosza prosimy składać zawsze to co każdy z nas jest w stanie ofiarować, na przykład słodycze. Do szklanej skarbony ofiary pieniężne. Pod koniec adwentu, dzielimy to, przygotowując dzień przed Wigilią paczki. Dotychczas były to paczki dla dzieci, a pieniądze rozdzieliliśmy pośród rodzin potrzebujących. W ubiegłym roku przekazaliśmy te złożone dary dla osób starszych i samotnych. Według informacji, jakie do nas dochodziły to te prezenty sprawiały wielką radość obdarowanym. To często były drobiazgi. Jednak był to wyraźny znak pamięci. Dar adwentowy uczestników rorat.

W ten sposób chcieliśmy uczulić dzieci, młodzież i dorosłych, że czas oczekiwania i na głębsze przeżywanie nadchodzącego Bożego Narodzenia. Chcemy w ten sposób zwrócić uwagę na potrzebujących. Skoro miłość przychodzi do nas w postaci Dziecięcia to musimy rozszerzyć tę miłość na osoby, które potrzebują naszej pomocy.

Istnieje jakiś sposób by bronić się przed skomercjalizowanym postrzeganiem świąt?

Moim zdaniem zależy to wszystko od naszej osobistej relacji z Panem Bogiem. Jeżeli ona będzie żywa to komercja nie będzie nam przeszkadzać. To znaczy – nie będzie zabijać we mnie ducha świąt. Potrzeba tutaj zawsze pewnej czujności żeby we właściwy sposób to kontrolować i prowadzić. Bardzo istotne w tym względzie jest zadanie rodziców – by zwracać dzieciom uwagę na te wartości.

Komercja zapewne zawsze w jakiś sposób będzie nam przeszkadzać, ale musimy do tego nabrać pewnego dystansu.

Często podkreślane jest, że Boże Narodzenie to wielki akt miłości Boga do człowieka…

Tak, ponieważ Bóg przychodzi do nas i staje się człowiekiem. Ta miłość wyraziła się w ubogim przyjściu Chrystusa na świat – każdy człowiek może tego doświadczyć. To co posiadamy nie powinno nam przeszkadzać we właściwym przeżywaniu tajemnicy Bożego Narodzenia.

Jednak trzeba pamiętać, że Bóg przychodzi do nas nie tylko w ten jeden dzień roku. Przychodzi do nas w każdej chwili. Potrzebna jednak jest tu wiara.

Istnieje tradycja pozostawienia pustego nakrycia na stołach wigilijnych. Czy w dzisiejszych czasach jesteśmy nadal gotowi przyjąć nieznanego wędrowca?

To jest właśnie zasadnicze pytanie – w sytuacji, gdy ktoś zapuka do naszych drzwi czy jesteśmy w stanie go przyjąć? Uważam, że jesteśmy na to gotowi. Wieczór wigilijny niesie ze sobą pewien nastrój otwarcia się na innych. Wiem, że w mojej parafii są ludzie, którzy to puste miejsce starają się zająć już wcześniej, zapraszając na kolację osoby samotne ze swojego sąsiedztwa. W ten sposób może łatwiej kogoś przyjąć jeśli znamy tę osobę.

Przyjęcie osoby obcej w dzisiejszych czasach jest nieco ryzykowne. Obawiamy się obcych. Ale myślę, że w ten szczególny, wigilijny wieczór byliby tacy, którzy mimo to przyjęli by pod swój dach osobę nieznaną.

W jaki sposób ksiądz wspomina czas Bożego Narodzenia w swoim domu rodzinnym, młodości?

Wspominam to bardzo mile. Z biegiem lat każdy z nas wraca myślami do przeszłości, do minionego czasu. Święta były dla mnie czasem niespodzianek. Rodzice chowali przed nami – mną i rodzeństwem – jakieś prezenty, słodycze. Staraliśmy się je znaleźć, ale rzadko się to udawało. Pamiętam do dziś, że rodzice rozmawiali ze sobą w języku niemieckim, przez co nigdy nie rozumieliśmy, gdzie schowane są prezenty.

Zawsze obecna była ogromna radość. Nie było wtedy pod dostatkiem produktów. 50 lat temu to wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Dlatego cieszyliśmy się z każdego drobiazgu. Pomarańcze, które nie były powszechnie dostępne, zawsze pojawiały się w okresie Bożego Narodzenia.

W moim domu rodzinnym przed kolacją zawsze odbywała się modlitwa i czytanie fragmentu Pisma Świętego. Było nas sześcioro rodzeństwa plus rodzice. Po kolacji, otrzymywaliśmy prezenty, które z ciekawością otwieraliśmy. Potem była Pasterka i rodzinne święta.

W jaki sposób święta przeżywał ksiądz będąc w seminarium?

W seminarium Boże Narodzenie przeżywa się inaczej ze względu na wspólnotę – w domu jest to wspólnota rodzinna, tam – wspólnota osób powołanych do kapłaństwa. W czasie mojego pobytu w seminarium, pewne roczniki miały możliwość wyjazdu do domu na czas świąt. Ja najczęściej też wracałem do domu lub jeździłem do zaprzyjaźnionego księdza.

W seminarium panowała atmosfera radości – śpiewaliśmy kolędy, wręczaliśmy prezenty. Był to wieczór braterski.

Sposób przeżywania Bożego Narodzenia znów zmienił się po święceniach. Będąc na parafii najpierw jako wikariusz, a potem proboszcz wyglądało to zupełnie inaczej. Jeśli w parafii obecny jest wikariusz to zadaniem proboszcza jest zaplanowanie Wigilii. Jako wikariusz, nie miałem za daleko do domu i zawsze istniała możliwość by choć na chwilę pojechać do rodziny.

Jednocześnie święta są bardzo pracowitym czasem dla kapłanów. Są Msze Święte, śluby czy chrzty co wymusza na nas inne przeżywanie tych świąt.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*